Aż mi głupio. Po prostu nie miałem kiedy spisać. I szczerze mówiąc, nadal nie mam. Wspomóżcie, piszcie w komentarzach
Relacja mocno spóźniona, mocno skrótowa, mocno słaba.
Rozmawialiśmy o tym, na ile Strefy są do siebie podobne, a także o tym, czy mimo wszystko “piknik” nie jest zawoalowaną formą inwazji (bo te zombiaki i mutanty). Rozmawialiśmy także o tym, jak głęboko Strefy schodzą – czy do jądra Ziemi? a może przechodzą przez planetę na wylot i sześć Stref to są tak naprawdę trzy “rany” wlotowe i trzy wylotowe? Mieliśmy też wątpliwości, czy Red po dotarciu do Kuli wyraził swe życzenie, identyczne jak życzenie czy tylko nie mógł wymyślić lepszej mantry niż słowa Artura: “Szczęście dla wszystkich i bez wyjątku!”? Moim zdaniem powieść urywa się przed dojściem Reda do Kuli – Red stara się nakierować swe myśli na coś dobrego, licząc na to, że Kula odczyta to, a nie jakieś jego potencjalnie złe, niebezpieczne pragnienia. Bo przecież patrząc uczciwie, trzeba stwierdzić, że Red jest skurwielem – chociażby w tym, że kilka chwil wcześniej puścił Artura na pewną śmierć.
Przez chwilę rozmawialiśmy także o różnicach między powieścią a filmem “Stalker” Tarkowskiego. Przyznałem, że moje pierwsze zetknięcie ze stalkerami to był właśnie fabularyzowany scenariusz do filmu, napisany przez braci Strugackich, ale z powieścią mający nie tak wiele wspólnego, bo polegający głównie na dialogach Poety i Profesora, a zamieszczony w którymś numerze “Literatury Radzieckiej”. Dopiero potem przeczytałem powieść.
Ponieważ rozmawialiśmy naprawdę krótko (40 minut?) i dawno temu, więcej nie pamiętam
A szkoda. Może coś dorzucicie?

Na początku spotkania dowiedzieliśmy się, że nosiwoda zarezerwował stolik, ale na dzień następny. W związku z tym w ciągu godziny groziła nam eksmisja. Pani kierowniczka starała się nas upchnąć w jakimś zacisznym kąciku, ale wytrzymaliśmy tylko do końca herbaty.
A co było potem? przenieśliście się gdzieś indziej?
Jeśli najważniejszą rzeczą na stolyku była pomylona rezerwacja, to o Strugackich chyba więcej już rozmawiać nie będziemy
Nosiwodo, weź się spręż i napisz coś merytorycznego
Fealoce – tak, poszlismy do Gramofonu, gdzie jeszcze trochę pogadaliśmy przy bardziej cywilizowanych napitkach.
Ale pomylona PRZEZ NICH. Mówiłem wyraźnie: na jutro. A że komuś tam się myślało, że “jutro” to dzień po jutrze, to już nie moja wina.
Relacja.. relacja… taaak.
No tak, to zdecydowanie ich wina, nosiwodo. Relacje piszcie, piszcie, bom ciekawy.
To już się odbyło spotkanie następne i nikt nic nie pamięta. Oprócz nosiwody, na którego wszyscy czekają. Bo on, nawet jeśli nie pamięta, to i tak to wszystko opisze, że wyjdziemy na mądrali.
Zatem czekamy.
No, tom napisał, com pamiętał.
[...] relacji nadal się nie zgadzam, ale przychylam się do finałowej konkluzji. Tytułem uzupełnienia linkuję jeszcze króciótką i niepełną relację z listopadowego spotkania, kiedy to rozmawialiśmy o [...]