Grudniowy Stolyk z „Grą Endera”

Było bardzo sympatycznie i ciekawie, relacja (miejmy nadzieję) wkrótce. 😛
edit: Postaram się co nieco zrekapitulować:
Card z figury dziecka-geniusza-zbawiciela uczynił swój trademark – takimi są bohaterowie nie tylko cyklu o Enderze oraz Cieniach, ale także Alvin z „Siódmego syna”, Patience z „Glizdawców” czy Ansset z „Mistrza Pieśni”. A także cała rodzina z pięcioksięgu „Homecoming”. Zdaje się, że dziećmi są także bohaterowie „Zadomowienia” czy „Zaginionych chłopców”.
„Gra Endera” to zasadniczo powieść o inwazji Obcych, a raczej próbie jej odparcia. Próbie, w której zasadniczą rolę odegrać ma dziecko – małoletni Andrew „Ender” Wiggin, uznany na podstawie testów za geniusza militarnego. Ender w toku coraz bardziej rozpaczliwego treningu bojowego ma wykształcić w sobie te cechy, które – zdaniem dowództwa – dadzą ludzkości szansę wygranej.

Wszyscy zgodzili się, że powieść „Gra Endera” przy pierwszym czytaniu jest bardzo, bardzo dobra. Niestety, przy drugim czytaniu na wierzch wychodzą mankamenty książki. Może najpierw te zalety.
Card stworzył bohaterów, którzy są ciekawi, niejednoznaczni, dość ludzcy. Przy tym można dać wiarę zapewnieniom o genialności rodzeństwa Wigginów – w dużej mierze dzięki temu, że autor unika precyzowania, na czym polegała genialność kosmicznych posunięć Endera, błyskotliwość politycznych analiz Locke’a czy porywająca charyzma Demostenesa. Padł argument, że po części jest to także wynik zastosowania sprytnego wybiegu: ukazania przeciwników Endera jako głupszych.
Card wychodzi także obronną ręką, jeśli idzie o część „S” w nazwie gatunku – po prostu nie wchodzi w szczegóły. Antygrawitacja działa, bo tak, podobnie jest z ansiblem czy napędem statków międzygwiezdnych. I dobrze, bo to wystarcza – bez wnikania w szczegóły przyjmujemy realia powieści za ustalone.
Cardowi udało się zatem – dzięki swym umiejętnościom pisarskim – „zawiesić niewiarę” na naprawdę wysokim kołku. Co prawda tylko na chwilę, ale jednak.
Ender broni się jako postać – co prawda jego dziecinność jest mocno deklaratywna, ale można złożyć to na karb jego geniuszu. On po prostu rozwija się tak szybko i wszechstronnie, że nie ma czasu na bycie dzieciakiem, jak przynajmniej niektórzy inni członkowie jego armii. Ponadto wiarygodny jest w pozornej rozbieżności swych dość krwawych poczynań i deklarowanej nieagresji – gdyż faktycznie Ender nie dokonuje agresji, on się tylko (i aż) broni jak szczur zapędzony do kąta. Broni się aż do wygranej, do końca, to the end. Udało się Cardowi przeciwstawić go agresywnemu Peterowi, który atakuje i prowokuje, w dodatku na zimno i dla osiągnięcia swych politycznych celów.

Przy ponownej lekturze wychodzą na jaw „chciejstwa” Carda – np. idealność Valentine jako osoby, stworzenie platformy politycznej przez Petera poprzez sieć tak, że właściwie tylko propozycje Locke’a i Demostenesa się liczyły na „rynku idei”. Carda można także przyłapać na nieścisłościach – skoro Petera odrzucono jako kandydata w wieku ok. czterech lat i „zamówiono” Valentine, którą także testowano, to kiedy MF (Międzynarodowa Flota) zdążyła „zamówić” Endera, który w chwili wyjęcia czujnika miał pięć lat? Brakuje kilku lat, co oczywiście można wytłumaczyć, ale wymaga kombinowania i znajdowania możliwych scenariuszy spoza tych najbardziej oczywistych. Młodsi Wigginowie wyglądali także w powieści na genialne dzieci przeciętnych rodziców – zaś w dołączonym do nowszych wydań „Gry Endera” „Chłopcu z Polski” Jan Paweł Wieczorek (późniejszy ojciec Endera) jest sam w sobie geniuszem i mistrzem manipulacji. W dodatku z opowiadania tego wynika, że działania MF miały w sobie o wiele więcej z eugeniki niż z wyszukiwania zdolnych w całej populacji. Oczywiście, biorąc pod uwagę samą powieść – niespójności w tym miejscu nie ma, pojawia się ona dopiero przy wzięciu pod lupę całego „uniwersum Endera”.
Jednak nawet z powieści wynika, że Peter i Valentine byli bardzo blisko ideału, który osiągnął Ender. Ale jednak nie zostali wzięci do Szkoły Bojowej. Czy oznacza to, że byli pod tym względem – zdolności dowodzenia, umiejętności czysto militarnych – gorsi od najgorszego zakwalifikowanego do Szkoły dziecka? Późniejsze zdarzenia „Gry Endera” (a już w ogóle wydarzenia z cyklu „Cieni”) zaprzeczają temu. Może Peter nie był idealnym dowódcą, ale skoro do szkoły trafił Bonzo Madrid…? Może Valentine nie była idealnym żołnierzem, ale czy była gorsza od Petry Arkanian? Trudno w to uwierzyć.
Podobnym „chciejstwem” wydaje się – dla losów Endera i całej wojny donioślejszym – ingerencja robali w komputerze Szkoły Bojowej. Skoro robalom udało się wejść (za pomocą telepatii? grupowego myślenia? w perspektywie brzmi to trochę jak wgranie z laptopa wirusa do systemu komputerowego obcych w „Dniu Niepodległości”, co jest tylko jedną z głupotek tego filmu) do komputera Szkoły i namieszać w tak głębokich bebechach, jakim były „wnętrzności” gry fabularnej, to co stało na przeszkodzie ściągnięciu z archiwów planów strategii Ziemian? Albo poznaniu rozmieszczenia ziemskiej floty inwazyjnej? Chyba że uznamy, że robale znały te plany i znały te położenia, a przez swoją spektakularną porażkę i wynikły ksenocyd próbowały osiągnąć nowy początek w kontaktach z ludźmi, taką „tabula rasa”. Ale i wtedy – robale przed swym wyginięciem nie mogły wiedzieć, jak potoczą się losy Endera po wygranej wojnie, że zostanie wysłany jako gubernator do nowych kolonii i że trafi akurat na tę planetę, na której przygotowano dla niego „plac zabaw” z kokonem. (Z kolei gdyby robale przygotowały takie place na każdej z zajętych przez siebie planet, ludzkość niewątpliwie by ten fakt odkryła, prędzej czy później). To wszystko zachowuje swą wagę nawet przy zignorowaniu pytania, jak robale „wlazły” w myśli Endera.

Card tworzy także niejasne sytuacje (które po części obecnie wyzyskuje, tworząc masowo prequele i sequele. opowiadania, powieści, dodatki świąteczne). Z jednej strony robalom nie udało się postawić odnóża na Ziemi, ale wspomniana jest „masakra Chin”. O co chodzi? Nie wiadomo. Czy o to – jak stwierdził flamenco – żeby wyeliminować kłopotliwe Chiny z dwubiegunowego świata Hegemonii i Układu Warszawskiego? Żeby Szkoła Bojowa nie była zalana przez skośnookich pracowitych geniuszy? Możliwe. Temu jednak znowu zaprzeczają „cieniowe” sequele.

Zgłaszane były (przez Mag_Droona) wątpliwości co do „niezaskoczenia zaskoczeniem” – czyli że kulminacyjny test Endera był przez niego rozpoznany jako ta prawdziwa bitwa. Ale i Mag stwierdził, że była to częściowa klapa, gdyż zakładał, że tylko ta bitwa jest prawdziwa, a poprzednie były naprawdę symulacjami.

Nie da się ukryć, że rację miał Gene Wolfe, pisząc, iż „Gra Endera będzie zdobywać nowych czytelników, gdy 99& książek wydanych w tym samym roku popadnie w zapomnienie”.

O czym zapomniałem? Co chcielibyście dodać?

Advertisements

23 thoughts on “Grudniowy Stolyk z „Grą Endera”

  1. Niezbyt – do 21. Gramofon okazał się zamknięty, więc wylądowaliśmy w Vegabarze (chyba tak to się nazywało), czynnym właśnie do 21.

  2. A może chodziło o Vegę, a nie o wegetarian? (wtedy byłby to raczej vegebar). Ostatnio oglądałam „Konktakt” i tak mi się jakoś skojarzyło.

  3. Co do rodzeństwa Endera i robali: moja domyślna interpretacja (nie wiem, czy autor tak chciał, czy mój mózg sobie dopisał) zawsze była taka:
    Peter i Valentine byli rzeczywiście bardzo dobrzy. Do tego stopnia, że zdobyliby stanowisko dowódcy w Szkole Bojowej, jak Ender. Ale ani Peter – jako zbyt agresywny i niezdolny do tak szerokiej współpracy z ludźmi, jak Ender – i Valentine, która z kolei była zbyt łagodna – nie przeszliby ostatecznego testu i nie pokonali obcych. Takiego niebezpieczeństwa nie stanowiły mniej uzdolnione dzieciaki, które po prostu nie dochrapałyby się tak wysokiego stanowiska. Symulacje musiały i to wykazać – nadawali się na żołnierzy i tyle. Krótko mówiąc, rodzeństwo Endera było tak dobre, że aż złe.
    Co do robali – prawie na pewno włamały się nie do komputera Szkoły, a do umysłu Endera, a jemu się wydawało, że to tylko gra. Piszę z pamięci, mogę się więc mylić.
    Niedookreśloność Gry Endera zawsze była dla mnie zaletą – szczegóły sobie dopowiadałam. Dalsze części cyklu, po pierwszych trzech tomach, uważam za zbędne, a nad Cieniem Endera należy spuścić zasłonę milczenia. Ender rozczulał – Groszek wnerwia.

  4. Ale szefowie szkoły cały czas widzieli jakie przygody ma Ender w grze, czyli jednak teoria o włamaniu się wyłącznie do umysłu nie jest słuszna; chyba, że weszły do umysłu później, podczas finalnej konfrontacji… ale wtedy inne elementy nie pasują chyba.

  5. A chyba se przypomniałem: ta gra z placem zabaw była zaprojektowana przez twórców Szkoły. A robale wczytały się w umysł Endera, żeby odtworzyć finałową scenę z tej gry – nie wnikały w treść gry. Czyli włamu do kompa nie było, tylko telepatia, do czego, jak wiemy, królowa Robali była zdolna. Nie zmienia to nieścisłości takiej, że skądś te Robale musiały wiedzieć, że:
    1. Ender poleci na ich planety.
    2. Na której planecie wysiądzie.
    3. W jakim rejonie tej planety się znajdzie (planeta to duża rzecz, nie tak łatwo znaleźć na niej plac zabaw, jeżeli jest tylko jeden).
    4. Będzie aktywnie uczestniczył w eksploracji.
    5. Które sektory będzie eksplorował (miał to znaleźć on, a nie kto inny) – ale oczywiście, skoro jest telepatia, to mogła tu kokonowa królowa robić tak, że inni badacze przelatywali mimo i nic nie zauważali, a rejon stale był nanoszony na mapy jako biała plama – ale to zmienia fabułę, a poza tym autor tego nie powiedział.

  6. „Co do robali – prawie na pewno włamały się nie do komputera Szkoły, a do umysłu Endera, a jemu się wydawało, że to tylko gra. Piszę z pamięci, mogę się więc mylić.”
    „A chyba se przypomniałem: ta gra z placem zabaw była zaprojektowana przez twórców Szkoły. A robale wczytały się w umysł Endera, żeby odtworzyć finałową scenę z tej gry – nie wnikały w treść gry. Czyli włamu do kompa nie było, tylko telepatia, do czego, jak wiemy, królowa Robali była zdolna.”

    Nie, jednak nie tak. Bo przecież w grze było FAKTYCZNIE zamieszczone zdjęcie Petera, a potem Valentine. Zrobił to komputer i widzieli to Graff z Andersonem, rozmawiali o tym, że nie wiedzą, czemu komputer to zrobił, jak wpadł na to, żeby zamieścić te akurat zdjęcia, które wywrą taki wpływ na Endera. Więc włam na kompa był z całą pewnością, byli świadkowie (Graff i Anderson) wyniku tego włamu.

  7. Bardzie logicznym byłoby, że Królowe włamały się do Enderowi do podświadomości via ansibl (czy jak się to gg przyszłości nazywało ;P). Wcześniej nie mieli jak, ale jak wiadomo logika nie rozpraszała autora…

  8. W książce wspomniana jest masakra Chin (o czym piszesz), ale Mazer Rackus mówi Enderowi: „Robale nigdy nie skierowały ognia na ludność cywilną”.

    Mimo wszystkich nieścisłości, książka warta przeczytania 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s