Od czego uwolnił się Konstanty Willemann?

(Relacja ze stolyka /marzec 2013/ i dyskusji o książce „Morfina” Szczepana Twardocha)

Naszą rozmowę o najnowszej książce Szczepana Twardocha można sprowadzić do dwóch powiązanych ze sobą wątków. Do pierwszego z nich dobrze pasuje etykieta: „Morfina” jako powieść o dojrzewaniu. Konstanty przez całą książkę rozchwiany jest między polskością a niemieckością, a także między ważnymi dla niego kobietami (w mniejszym stopniu mężczyznami). W końcu dorasta do swojego imienia, oznaczającego stałość (constans). Powtarza wiele razy: „Jestem Konstanty Willemann”. Uwalnia się spod wpływu narratorki i uświadamia sobie, że nie jest jednak morfinistą.

W powieści bardzo często widzimy, jak zmienia się tożsamość głównego bohatera (wskutek jego własnych decyzji lub pod wpływem okoliczności), jak bardzo jest niejednolita, w jak różne role on wchodzi. Tropów mamy tutaj wiele, mniej i bardziej oczywistych – jednym z tych ostatnich jest kszatrija, wojownik-władca. Warto dodać, że Konstanty to nie jedyna postać o niestabilnej tożsamości, ale zdecydowanie najbardziej płynna. Ciekawe wnioski interpretacyjne mogą płynąć z zestawienia tego bohatera z Dzidzią: kobietą niedwuznacznie dojrzałą, silną, ukształtowaną, a zarazem uwolnioną spod wpływu narratorki i jej sióstr (podobnie oswobodzona przypuszczalnie jest Salome).

O tym traktuje już drugi wątek rozmowy: wolność od czarnych bóstw. Na czym polega? Pomyślmy najpierw o tym, kim może być narratorka. Po pierwsze, nie jest sama – wspomina o swoich siostrach. Możemy domniemywać, że każda ludzka postać w książce ma kogoś takiego za plecami, z wyjątkiem tych nielicznych bohaterów, którzy się wyzwolili – albo jak Baldur von Strachwitz zostali opuszczeni po zatracie tożsamości, z jakichś przyczyn gubiąc swą atrakcyjność dla ciemnych bogiń. Po drugie, narratorka nie wydaje się wyłącznie metaforą – jej podświadome podszepty mają pewien wpływ na postępowanie Konstantego. Ponadto czarne bóstwa występują również w „Tak jest dobrze”, a metafizyczna konstrukcja świata nawiązuje do „Wiecznego Grunwaldu”. Nie powinniśmy z tego powodu gubić symbolicznych funkcji narratorki, ale nie należy też chyba odmawiać jej statusu samodzielnego fantastycznego bytu.

Zgodnie z taką interpretacją czarna bogini byłaby realnie oddziałującą istotą, z którą w powieści mierzy się każdy. „Mierzy się”, ponieważ wpływ narratorki jest destrukcyjny i demoniczny. Uzależnia ona od siebie bohaterów jak morfina, ograniczając ich i nie pozwalając, aby stali się dojrzałymi, samodzielnymi ludźmi. Co wszakże reprezentuje narratorka? Można wskazać kilka możliwości; wybierzmy dwie, które wydają się najlepiej współgrać ze słowami o czarnej substancji płynącej pod skórą historii. Chodzi tutaj o topiel instynktów, atawizmów, zwierzęcości, a także o Wielką Historię, definiującą bohaterów przez ich rolę w wielkich wydarzeniach, tak jak Inżynier definiuje Konstantego.

W tym miejscu trzeba sobie przypomnieć o Dzidzi, która przestała słuchać szeptu czarnych bogiń, zanim jeszcze zrobił tak Konstanty. Sama narratorka – niby tak bliska wszechwiedzy, jednym spojrzeniem omiatająca dawne, obecne i przyszłe dzieje bohaterów – mówi, że nie rozumie Dzidzi Rochacewicz. Nie tylko nie rozumie, lecz także się jej obawia; boi się, iż kobieta odbierze jej Kosteczka.

Dzidzia jest wolna i tak samo wolny staje się główny bohater – Konstanty Willemann, który nie jest morfinistą. Obojgu jednak tą swobodą nie przyjdzie się zbyt długo cieszyć.

PS. Autorem powyższego tekstu jest Staszek Krawczyk.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s