Piątak na obcych – podsumowanie spotkania nt. „Słuchaczy” Jamesa E. Gunna

Flamenco wyniósł dobre wspomnienia z młodzieńczej lektury Słuchaczy, ale powrót po latach okazał się już mniej udany. W dość krytycznej ocenie książki wszyscy zresztą byliśmy zgodni.

Słuchacze Jamesa E. Gunna to powieść opracowana na podstawie opowiadań drukowanych w latach 1968–1972 (taka forma publikacji była niegdyś całkiem częstą praktyką w amerykańskiej science fiction). Każdy z rozdziałów książki pokazuje inny etap w rozwoju Projektu, czyli amerykańskiego – jakżeby inaczej – przedsięwzięcia à la SETI, poświęconego poszukiwaniu sygnałów od pozaziemskich cywilizacji. Pomiędzy rozdziałami mieszczą się fragmenty o wspólnej nazwie Ruch komputera, które poprzez zestawianie licznych informacji i cytatów pokazują wiedzę gromadzoną w kolejnych okresach przez zarządzającą Projektem maszynę. To głównie z tych fragmentów dowiadujemy się o tym, jak wygląda przyszłość według Gunna. Same rozdziały koncentrują się na kolejnych postaciach ważnych dla losów Projektu, zgodnie ze słowami autora z napisanej po latach przedmowy:

[…] tym, co pobudziło mój instynkt pisarski, była idea projektu, który być może trzeba byłoby realizować przez całe stulecie bez żadnych wyników. Jakiego rodzaju potrzeba wytworzyłaby takie poświęcenie, zastanawiałem się, oraz jakiego rodzaju ludzi pozyskiwałby ten projekt – i jakich ludzi musiałby pozyskiwać, aby mógł trwać?.

Gunn postanowił napisać powieść o ludziach, a nie książkę worldbuildingową. Czy to dobrze? No cóż, nie przeszkadzało nam, iż o konkretnych rozwiązaniach technicznych Słuchacze mówią niewiele. Tym bardziej że gdy pomysły te już się pojawiają, to nie są przesadnie twórcze. Poważniejszą wadą książki jest rozczulająco optymistyczna wizja przyszłego społeczeństwa. W pierwszym fragmencie Ruchu komputera, dotyczącym zapewne 2027 lub 2028 roku, czytamy, że amerykańskie (oczywiście) Biuro Środowiska proponuje globalną centralizację kontroli pogody (!). W tym samym okresie MacDonald mówi, iż Ziemia „jest znudzona tym, co ma, a nuda to trwałe zagrożenie dla ludzkiego ducha”. Nie trzeba geniusza obserwacji, aby zauważyć, że w rzeczywistości nuda nie jest największym ze światowych problemów. I nic nie wskazuje na to, aby kiedykolwiek się nim stała. Takich kawałków można by jeszcze z tekstu wyciągać dużo, dla przykładu (też w okolicach roku 2028): „łączna liczba obywateli przebywających w różnego rodzaju więzieniach w Stanach Zjednoczonych w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat zmalała o ponad dziewięćdziesiąt procent”; „problem narkotyków został rozwiązany jakieś trzydzieści lat temu poprzez redefinicję i lokalną reedukację”; i tak dalej, i tak dalej, nie ma co kopać leżącego. A potem robi się jeszcze śmieszniej, ale trudno podać szczegóły bez spoilerów.

W tak sielankowym świecie ciężko sensownie pokazać problemy, z którymi mierzy się Projekt. Ratunku szuka Gunn w poszczególnych bohaterach, każąc im przeżywać rozmaite trudności komunikacyjne. Nie jest to złe rozwiązanie, szczególnie ze względu na to, że tematem książki staje się nie tylko słuchanie głosów z gwiazd, ale też słuchanie innych ludzi (a umiejętności związane z tym pierwszym niekoniecznie przekładają się na to drugie). W praktyce jednak zarówno motywacje postaci, jak i rozwiązania konfliktów okazują się bardzo proste. Robertowi MacDonaldowi, najważniejszemu bohaterowi powieści, z reguły wystarcza pojedyncza rozmowa – zwykle połączona z zastanawiająco pomyślnym zbiegiem okoliczności – aby przekonać największego niedowiarka. Do wiarygodności psychologicznej zbliża się głównie ciemnoskóry prezydent Stanów Zjednoczonych Andrew White, ale i on musi się ugiąć przed niezłomną wolą autora i żelaznymi zasadami fabuły. (Notabene: czy Robert MacDonald, dawniej lingwista, a obecnie inżynier, to nie tylko porte-parole, ale wręcz alter ego autora?)

Cóż, dobrze przynajmniej, że smakowity bywa styl powieści. Kilka przykładów:

Dusk had turned to night. The sky had turned to black. The stars had been born again. The listening had begun.

It was something like air escaping from an inner tube – a susurration of surreptitious sibilants from subterranean sessions of seething serpents.

[…] as the first astronaut to set foot on the planet mars and return, tell us – is there any life on mars

well, there’s a little bit on saturday night, but the rest of the week it’s pretty dull.

I cannot believe–“ MacDonald began. “But can you conceive?” White broke in.

Można też łatwo dać się uwieść obcojęzycznym cytatom – włoskim, niemieckim, hiszpańskim, francuskim, łacińskim – których pełno zwłaszcza w pierwszym rozdziale. W tym wypadku jednak czar pryska, gdy sprawdzimy (choćby w końcowym spisie przekładów), z jakich to źródeł pochodzą przytoczenia: „Don Kichot” Cervantesa, „Faust” Goethego, „Boska komedia” Dantego, „Próby” Montaigne’a, pierwsza księga „Ód” Horacego i tegoż „List do Pizonów”, „Doktor Faustus” Marlowe’a, „Opowieści kanterberyjskie” Chaucera, wreszcie „Eneida” Wergiliusza. Nad wyraz kanoniczny to kanon, a i cytaty nieraz całkiem reprezentatywne („Porzućcie wszelką nadzieję, którzy wchodzicie”, albo „Jestem tym duchem, który zawsze przeczy”). Jeśli wyłączyć parę narodowych przysłów, to jedynym mniej znanym utworem okażą się „Odpryski” Baudelaire’a, ale ich twórca też sroce spod ogona nie wypadł. Zważywszy na to, że Gunn jest magistrem literatury angielskiej, powzięliśmy wręcz podejrzenie, iż skopiował notatki ze studiów.

Jak pisze James E. Gunn w przedmowie do anglojęzycznego wydania z 2000 roku: „Jeden z dyrektorów projektu SETI powiedział mi niedawno, że Słuchacze zrobili więcej, aby skłonić ludzi do poszukiwań, niż jakakolwiek inna książka”. Rzeczywiście, w tej roli – nie bójmy się tego słowa: propagandowej – tekst może się dobrze sprawdzać. Podczas rozmowy Adam stwierdził nawet, że aby wesprzeć Projekt, byłby gotów rzucić piątaka. Ale nad dychą musiałby się już dłużej zastanowić.

Stanisław Krawczyk

Reklamy

3 thoughts on “Piątak na obcych – podsumowanie spotkania nt. „Słuchaczy” Jamesa E. Gunna

  1. I as soon as noticed a Russian gentleman when I was on vacation go
    and choose his breakfast each day from the impressive breakfast buffet variety.

    He would choose some pastries, a large of scrambled egg and a tiny bowl of cereal.
    Little little bit of every little thing.
    Yet, he then went and acquired himself the largest bowl of onions you will ever see in your daily life.
    I began to observe what he was organizing with this and lo and behold following each
    and every chunk of breakfast he would shove a large spoon of onions into
    his mouth. He did this every working day for 2 weeks,
    I will never ever know why. Do all Russians do this?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s