Daleko do Zajdla – podsumowanie czerwcowego stolyka

Daleko do Zajdla

Edmund Wnuk-Lipiński, trylogia Apostezjonu, 18 czerwca 2014 r.

 

Nie ma co tego ukrywać – jesteśmy rozczarowani. Cykl apostezjoński traktuje się dziś jako klasykę fantastyki socjologicznej, a drugi tom, Rozpad połowiczny, otrzymał w 1988 roku Nagrodę im. Janusza A. Zajdla. Tymczasem my w rozmowie stwierdziliśmy (niektórzy przeczytali całość, inni jedynie pierwszy tom), że twórczość Zajdla stoi przynajmniej o klasę wyżej.

Skąd taki wniosek? Zacznijmy od tego, że trylogia Apostezjonu jest niejednolita, a jej różnorodne składniki nie tworzą spójnej całości. Szczególnie problematyczny jest pod tym względem pierwszy tom, Wir pamięci, który pod względem fabularnym bardzo zbliża się do thrillera. Nie mogliśmy sobie przypomnieć żadnej innej powieści fantastyki socjologicznej późnego PRL-u, która tak mocno opierałaby się na tej konwencji – zapewne dlatego, iż szybka akcja utrudnia refleksję nad społeczeństwem.

Co więcej, Wir pamięci wcale nieźle wpisuje się w pewien rodzaj zauroczenia epoką gierkowską. Owszem, władza w postaci Zespołu Ekspertów przeprowadza podejrzane eksperymenty psychologiczne, ale można zrozumieć jej troskę o stabilność społeczną, skoro w efekcie mieszkańcom Apostezjonu żyje się nie najgorzej. Nikt nie głoduje, nie widać biedy czy cierpienia, nie ma również powszechnych protestów ani żadnych znaków, aby samo państwo chyliło się ku upadkowi – pod wieloma względami ta część cyklu jest bliższa utopii niż dystopii. Dopiero druga książka przetwarza powieściowo stan wojenny, a trzecia – moc zbuntowanych robotników. Wyraźne są tutaj skutki kilkuletniej przerwy między powstawaniem części pierwszej a czasem pisania pozostałych tomów. Ale i w dalszych książkach struktury władzy są ledwie naszkicowane, podział na warstwy społeczne wydaje się powierzchowny, brakuje głębszych przemyśleń nad tym, dlaczego właściwie mieszkańcy Apostezjonu mieliby się zbuntować przeciw systemowi…

Ogólnie mówiąc, trylogia nie obfituje w zapadające w pamięć obserwacje socjologiczne, choć można by znaleźć parę ciekawych sugestii powieściowych (do dokonania przewrotu ludzie potrzebują wiary w transcendencję) lub interesujących wypowiedzi bohaterów (Ira Dogow powiada, że tradycja nie jest wprawdzie zupełnie bezużyteczna, ale jej główna rola to umocnienie ludzi w przekonaniu, iż obecnie podążają w dobrym kierunku). W ostatecznym rachunku Rozpad połowiczny oraz Mord założycielski jawią się nawet nie jako metafora, lecz bezpośrednia, nazbyt dosłowna alegoria upadku ZSRR. Trudno to porównać z tekstami Zajdla, który w Limes inferior przenikliwie badał problemy gospodarki centralnie sterowanej, a w Paradyzji – zjawisko cenzury (co istotne, patron znanej nagrody nie ograniczał się do krytyki, lecz także pokazywał, w jaki sposób zwykli ludzie nawet w nienormalnych warunkach potrafią zorganizować sobie życie).

Niezbyt udanemu problematyzowaniu towarzyszy nie najlepsza konstrukcja bohaterów. Nie tylko Albert Wardenson jest tutaj do bólu szlachetny, a postaciom negatywnym (jeśli można o takowych mówić) bardzo brakuje czytelnych motywacji. Niekiedy pojawiają się sugestie złożoności, ale nieliczne i raczej niewykorzystane. Na przykład w wypadku Wardensona pod koniec pierwszej części można się zastanawiać, czy chciał przywrócić sobie pamięć, czy raczej uniknąć całkowitego rozpadu osobowości, ale dla reszty książki nie ma to specjalnego znaczenia. Dodatkową wadą – zwłaszcza w pierwszym tomie – są słabości językowe. Trudno powstrzymać uśmiech, gdy w ustępach sensacyjnych pojawia się słowo „snadź” albo gdy jeden najemnik mówi do drugiego „kotku”.

Najwyżej oceniliśmy tom drugi, chyba najbliższy powieściom Zajdla. Tym, co w Rozpadzie połowicznym intryguje, jest między innymi opis myślenia człowieka poddanego presji grupy (postać Nemeczka). Można tu również doszukiwać się niebanalnie postawionego pytania o to, jakie metody mogą służyć do skutecznego nawracania ludzi. W trakcie lektury z tyłu głowy rodzi się także myśl – w pewien sposób zapowiedziana w pierwszej książce – iż podstawę stworzenia nowego człowieka w systemie apostezjońskim stanowi wymazanie przeszłości (pamięci, historii). W pewnym sensie jest to wyostrzenie idei komunistycznych (jak w przypadku wychowywania bezprizornych na enkawudzistów), aczkolwiek Orwell zrobił to wcześniej i pewnie lepiej.

Krótko: Argoland jest o wiele ciekawszym miejscem niż Apostezjon.

 

Wnioski z rozmowy spisał Staszek Krawczyk

 

Advertisements

One thought on “Daleko do Zajdla – podsumowanie czerwcowego stolyka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s