Dziecko jest funkcją dostatku. John Brunner, „Wszyscy na Zanzibarze”

Sześć osób na spotkaniu Stolyka to może jeszcze nie przeludnienie, ale frekwencja wyższa niż zazwyczaj. Powieść Brunnera okazała się trafnym wyborem – to dobry tekst i było o czym porozmawiać.

Pierwszy rozdział jest jak dzisiejszy trailer: błyskawicznie przechodzimy pomiędzy bohaterami (w książce głównie męskimi) i fragmentami scen. Na podstawie dziesiątków odprysków trudno przewidzieć, w którą stronę potoczy się historia. Nie wiemy, która z kilkunastu wskazanych postaci będzie istotna, a która nie. Ciekawie natomiast wraca się do tego rozdziału po przeczytaniu książki, kiedy już wiemy, kto jest kim.

W całej powieści jest dużo takich fragmentów, zwłaszcza w rozdziałach oznaczonych jako Świat tu-i-teraz (The happening world). Dzięki nim tekst oddaje świat informacyjnej sieczki, przeładowania komunikatami, w tym reklamami. Wprawdzie Brunner nie przewidział znaczenia internetu (choć pojawia się nieco zbliżona technologia), ale czytając te części książki, człowiek czuje się tak jak w sieci po wyłączeniu Adblocka.

Każdy rozdział został przyporządkowany do jednej z kilku odmian (ciekawe, że w głównym tekście książki poszczególne typy się przeplatają, ale w spisie treści wszystko jest ułożone grupami). Na przykład Kontekst to rozmaite informacje o świecie, od wymyślonych haseł encyklopedycznych po fragmenty popularnych, socjologizujących książek Chada C. Mulligana. Fabuła wyłania się stopniowo w rozdziałach z grupy Ciągłość (Continuity) i jest widoczna głównie w drugiej połowie tekstu, ale i tam ma przede wszystkim nie przeszkadzać. Wszyscy na Zanzibarze to bowiem powieść tematyczna, konceptualna.

Czytając Brunnera, trudno nie zadać sobie pytania „Skąd on to wszystko wiedział?”. Pod wieloma względami jest to cyberpunk na kilkanaście lat przed Neuromancerem. Ogromna rola korporacji? Jest. Rozchwianie tożsamościowe bohaterów? Jest. Pesymistyczny obraz świata? Nie inaczej. Wśród pomysłów, które zwróciły naszą uwagę, była również estetyzacja życia zamożniejszych osób oraz popularność Uniwersalnych (Mr. and Mrs. Everywhere): postaci telewizyjnych, które odwiedzają różne części świata, a którym widzowie za odpowiednią opłatą mogą dać własny głos i własną twarz. Trochę przypomina to gry z serii The Sims, a trochę – programy spod znaku reality show.

Wprawdzie Brunner nie był jedynym futurologiem lat sześćdziesiątych, którego czyta się z zawrotami głowy (krótko po Zanzibarze powstał Szok przyszłości Alvina Tofflera), ale i tak wiele jego przewidywań okazuje się nad wyraz trafnych. To tym bardziej niezwykłe, że autor nie poprzestaje na ogólnych opisach, lecz z dużą szczegółowością ukazuje liczne wynalazki, procesy społeczne i zjawiska polityczne. Właśnie na trafności Brunnerowskich prognoz koncentruje się też przedmowa Bruce’a Sterlinga do niedawnej angielskiej reedycji.

Z drugiej strony świat jako całość nie wygląda dzisiaj tak, jak to opisywał Brunner. Przede wszystkim przeludnienie nie stanowi poważnego problemu w zachodniej cywilizacji (choć rzecz wygląda inaczej w takich państwach jak Indie i Chiny). W latach sześćdziesiątych był to wyjątkowo gorący temat, więc jego znaczenie w powieści jest wyraźnym znakiem minionych już czasów.

(Tutaj nastąpiła seria dygresji na temat ówczesnych przyczyn atrakcyjności tej narracji demograficznej oraz wpływu polityki państwowej na dzietność, z odwołaniami do Hansa Roslinga. Snuliśmy także domysły o zależności między bogactwem a liczbą dzieci: w ubogich rodzinach jest ich wiele, mało – w rodzinach na dorobku, natomiast po osiągnięciu pewnego poziomu materialnego łatwiej pozwolić sobie na dziecko. Stąd wymyślona przez Flamenca fraza „Dziecko jest funkcją dostatku”).

Te składniki powieściowego świata, które nie mają odzwierciedlenia w obecnej rzeczywistości, prowadzą do pytań: czy to futurologia, czy dystopia? Czy fantastyka naukowa w ogóle jest raczej próbą przewidzenia przyszłości, czy komentarzem do teraźniejszości (jak mówi Ursula Le Guin, przyszłość w SF jest metaforą)?

Według dystopijnego klucza można by interpretować to wszystko, co wiąże się w tekście z optymalizacją społeczeństwa, eugeniką, technologiami genetycznymi. Przykład programu optymalizacyjnego Yatakangu pokazuje, że u Brunnera droga od pomysłu do wdrożenia jest znacznie krótsza niż w rzeczywistości – to argument przeciw odczytaniom realistycznym, a za interpretacjami przenośnymi i dystopijnymi.

Jeszcze inna perspektywa akcentowałaby kwestie rasowe i kolonialne. Tych pierwszych powieść wydaje się świadoma i pokazuje je w interesujący sposób. Na przykład w tym, że Norman został wiceprezesem General Technics w jakiejś mierze z powodu swojego pochodzenia (kwestia kwot dla osób ciemnoskórych), można widzieć wypowiedź literacką o akcjach afirmacyjnych. Jednocześnie ucięta dłoń Normanowego przodka jest symbolem historycznej przemocy białych wobec ciemnoskórych. Natomiast jeśli chodzi o kolonializm, książka raczej powiela schematy. W jednej ze scen mieszkańcy Indii są zrozpaczeni z powodu zatonięcia statku wiozącego pigułki antykoncepcyjne, tak jakby nie potrafili ich wyprodukować sami. (Swoją drogą tyle rzeczy dzieje się w Nowym Jorku, tyle jest w tekście o Afroamerykanach – można by sądzić Brunner sam był obywatelem Stanów Zjednoczonych, a nie Brytyjczykiem).

Mamy zatem trzy spojrzenia: realistyczne (fantastyka jako futurologia), symboliczne (SF jako komentarz do świata teraźniejszego) i społeczno-etyczne (literatura jako nośnik wyobrażeń rasowych, politycznych itd.). Na pewno nie jest to lista wyczerpująca – Wszyscy na Zanzibarze to powieść, o której dyskutować można długo.

PS. Z zanotowanych luźnych spostrzeżeń:

  1. Części z nas bardzo podobała się scena przyjęcia u Guinevere Steel, chociaż niżej podpisanemu brakowało kulminacji (cały czas wydawało się, że bieg wypadków prowadzi do próby upokorzenia kogoś ważnego, zapewne Normana, a tymczasem wątek ten został przerwany i porzucony).
  2. Ciekawym pomysłem jest zamieszczona na końcu książki lista postaci, które zginęły – trochę jak lista żołnierzy poległych na wojnie.
  3. Padła też opinia, że humor Brunnera może się kojarzyć z Vonnegutem.

Streszczenie spisał Staszek Krawczyk.

Reklamy

2 thoughts on “Dziecko jest funkcją dostatku. John Brunner, „Wszyscy na Zanzibarze”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s